Skip to content Skip to footer

Wieści z Mwanzy w Tanzanii

Wieści z Mwanzy w Tanzanii

Sara, Ng’hwani, Witness, Asha… osoby z albinizmem, które niosą ze sobą nieprawdopodobne historie i doświadczenia. Jak każdy z nas proszą o miłość i szacunek.

Sara – 5-letnia dziewczynka, o głębokich oczach, w sukieneczce jak z bajki, choć nieco przypłowiałej, tańcząca bez muzyki, swobodna… Przyjechała z tatą, który – gdy tylko nadarzyła się okazja – chciał (tak nam się wtedy wydawało) oddać nam dziecko pod opiekę. Wiedział, że w jego chatce, położonej daleko od innych zabudowań, dziecku grozi niebezpieczeństwo okaleczenia lub nawet śmierci. Wiedział, że sam nie da rady dziecka wykształcić. Należy tu wspomnieć, że mama porzuciła Sarę zaraz po urodzeniu i to tylko dlatego, że ta była inna – biała. Błagał nas o pomoc, by przede wszystkim zapewnić jej bezpieczeństwo i możliwość edukacji, która w przyszłości zagwarantuje jej godne życie. Miło jest teraz patrzeć, jak Sara rozkwita – uczy się i integruje z innymi dziećmi.

Ng’hwani – 17-letni chłopiec, który w wieku sześciu lat został przywieziony do specjalnego ośrodka Buhangija dla dzieci i młodzieży niedowidzących, głucho-niemych oraz z albinizmem. Wtedy to ostatni raz widział rodziców. Nigdy więcej go nie odwiedzili, nie okazali zainteresowania nim i nie dali oznak życia. Ng’hwani zgaduje, skąd pochodzi; wydaje mu się, że ma dwóch braci. Pamięć go trochę zawodzi, a czas rozmył wspomnienia. Po zakończeniu szkoły podstawowej nikt nie przyjechał go odebrać. Nie miał miejsca, do którego mógłby iść. Wtedy po raz drugi poczuł się porzucony. Ma mocno nadwyrężone zdrowie, co wynika również z niedożywienia. Mimo wszystko na jego twarzy można zauważyć delikatny uśmiech, taką kropelkę nadziei i radości. Dzisiaj jest z nami, w Tandze. Jesteśmy jego rodziną, najbliższymi dla niego osobami. To zaszczyt.

Witness – 27-letnia kobieta, którą spotkaliśmy w szpitalu onkologicznym, z niedawno usuniętym naciekiem na policzku, z wyrokiem nowotworu złośliwego, bez pieniędzy, bez ubezpieczenia. Straciła niedawno dwójkę starszego rodzeństwa z albinizmem – zmarli na raka. Żadne z nich nie miało skończonej szkoły ani wyuczonego zawodu; mogli pracować tylko w polu, w zabójczym dla nich słońcu. Dziś Witness jest już po drugiej serii chemii – po trzeciej może będzie miała szansę na operację; ufamy w zwycięstwo z nowotworem. 

Asha – 15-letnia dziewczyna, która do 13. roku życia pozostawała w ukryciu, w domu. Nie chodziła do szkoły, nie spotykała się z rówieśnikami i innymi ludźmi. Rodzice w ten sposób chcieli ją chronić. Kiedy trafiła do nas, była niesamowicie zagubiona i przestraszona, owinięta chustą, która – jak wydawało się nam – miała ją ukryć przed światem. Niechętnie rozmawiała, unikała kontaktu wzrokowego. Do dziś się wstydzi, ale przez ostatnie dwa lata zrobiła duże postępy. Nauczyła się czytać i pisać. Przystąpiła do państwowego egzaminu pozwalającego jej dołączyć do piątej klasy szkoły podstawowej. Jest niesamowicie szczęśliwa, że może chodzić do szkoły.

To kilka postaci wyrwanych z Tanzanii o blisko 62-milionowej populacji. Jest to piękny i różnorodny kraj, znany przede wszystkim z Kilimandżaro, Serengetti, Jeziora Wiktorii oraz Zanzibaru. Zamieszkuje w tym państwie około 120 grup etnicznych. Można spotkać tu wiele różnych wyznań i religii. Otóż jeszcze dziś, wiele osób w Tanzanii ucieka się do czarów, magii i zabobonów, korzysta z pomocy szamanów. Uważa się tu dość powszechnie, że osoby z albinizmem mają magiczną moc, a specjalnie przygotowany eliksir z ich ciała może wyleczyć z choroby, zapewnić bogactwo, szczęście czy władzę. Są oni zatem atakowani, okaleczani, a nawet zabijani. Ze względu bezpieczeństwa dzieci oddaje się do specjalnych ośrodków, często przepełnionych i o bardzo prymitywnych, wręcz spartańskich warunkach. Osoby z albinizmem są dyskryminowane, marginalizowane i wyśmiewane. Trudno im jest funkcjonować w społeczeństwie, nie mogą znaleźć pracy, a także bywa, że nie są przyjmowane do lekarza, odmawia im się najprostszych usług. Oczywiście wszystko to nieoficjalnie. A czym tak naprawdę jest albinizm? To uwarunkowany genetycznie brak melaniny, czyli pigmentu nadającego skórze, oczom, włosom kolor. Osoby z albinizmem mają bardzo słaby wzrok i oczopląs, muszą chronić swoją skórę przed nadmiernym napromieniowaniem, by uniknąć chorób skórnych, w tym bardzo powszechnego wśród nich raka skóry.

W obliczu trudnej sytuacji osób z albinizmem Stowarzyszenie Misji Afrykańskich postanowiło swoją posługą zmieniać ich życie. Zaprosiło do współpracy też nas, siostry loretanki. Tak właśnie powstała Tanga (w suahili – żagiel) – dom dla 16 dzieci i młodzieży z albinizmem. Dom, w którym każdy może poczuć się chciany i kochany; miejsce, w którym można spokojnie uczyć się, rozwijać talenty, odpoczywać – po prostu zwyczajnie żyć.

Kabula, Tatu, Regina, Agnes, Felista, Nyakahoja, Ngasa, Nasry, Simon, Martin, Matekele, Asha, Sylvester, Teleza, Lilian, Jenifer, Ng’hwani, Nyanzobe, Pendo… to nasza młodzież. Grupa osób, do których dotarliśmy, wciąż się poszerza. Wraz z nią rośnie nasza radość z tworzenia takiej właśnie rodziny i z budowania domu, który przywraca godność, daje poczucie bezpieczeństwa i nadzieję na lepsze jutro. Współtworzenie Tangi to dla mnie zaszczyt. To moja misja miłości do tych maluczkich, niechcianych i pogardzanych. Być dla nich mamą, siostrą, przyjaciółką oraz wskazywać właściwy kierunek, by w przyszłości mogli wziąć życie w swoje ręce, by złapali właściwy wiatr do łodzi ich życia to niezwykle życiodajna posługa, za którą zawsze będę Panu Bogu wdzięczna.

Zapraszamy Was, kochane Siostry, do współtworzenia naszej misji i do włączenia się w życie rodziny Tanga.

s. Amelia Jakubik CSL

UDOSTĘPNIJ

Sign Up to Our Newsletter

Be the first to know the latest updates

[yikes-mailchimp form="1"]