„Życie oddane Bogu nigdy nie jest zmarnowane” – pisał Benedykt XVI. Ojciec Święty Franciszek w Orędziu na 61. Światowy Dzień Modlitw o Powołania apeluje: „«Powstańcie!». Obudźmy się ze snu, wyjdźmy z obojętności, otwórzmy kraty więzienia, w którym czasami się zamykaliśmy, aby każdy z nas mógł odkryć swoje powołanie w Kościele i w świecie, i stać się pielgrzymem nadziei i budowniczym pokoju! Bądźmy pasjonatami życia i zaangażujmy się w pełną miłości troskę o tych, którzy nas otaczają i o środowisko, w którym żyjemy. Powtarzam: miejmy odwagę zaangażować się! (…) Wyruszmy jako pielgrzymi nadziei, abyśmy, podobnie jak Maryja ze świętą Elżbietą, mogli nieść orędzie radości, rodzić nowe życie i być budowniczymi braterstwa i pokoju”.
A my dzielimy się świadectwami naszych sióstr, które idą za Jezusem po loretańskich ścieżkach.
Czy Ty nie myślisz o życiu zakonnym?
S. Estera Żuber w Zgromadzeniu Sióstr Loretanek jest od 31 lat. Marzyła o tym, żeby mieć dużą rodzinę, dom i żeby było w nim ciepło i miło. „Chyba Pan Bóg spełnił moje marzenia. Będąc w liceum, zaangażowałam się bardzo w wolontariat w Domu Małego Dziecka i przez trzy lata jeździłam tam po to, żeby być z tymi dziećmi bliżej, jak posługiwać, ale też, żeby trochę swojego czasu poświęcić drugiemu człowiekowi. Takie miałam pragnienie. Chodziłam tam raz w tygodniu. Byłam też oazowiczką (…), próbowałam odpowiadać na wezwania Pana Boga, poznawać, jaki ma dla mnie plan. Miałam też chłopaka, plany na przyszłość. I w którymś momencie rozstałam się z nim. Chciałam być wolna i żeby druga osoba także była wolna pomimo tego, że oboje jesteśmy za siebie odpowiedzialni. I wtedy, w trzeciej klasie liceum, zaczęły się pytania: co dalej? Były wakacje. Wybrałam się na rekolekcje – ze Śląska, jako animatorka do Loretto pod Warszawą. Okazało się, że nie dotarła do mnie informacja, że zostały one odwołane. Będąc na miejscu, postanowiłam zostać i pomóc w kuchni, pomagając kolonii charytatywnej dla dzieci ze Śląska. Za dwa dni mieliśmy taką zabawę z młodzieżą i rzucaliśmy się poduszkami. Jednego z kleryków tak mocno stłukłam tą poduszą, że aż było mi go szkoda. Podeszłam do niego, aby go przeprosić, a on na to zadał mi pytanie: «Czy Ty nie myślisz o życiu zakonnym?». I ja mu wtedy odpowiedziałam: «Tak». Nie wiem dlaczego… To pytanie otworzyło w moim sercu jakieś drzwi ze światłem. Pan Bóg otworzył mi oczy na coś, czego wcześniej nie odstrzegałam, co było bardzo blisko, bo całe życie byłam z siostrami, a moja ciocia była siostrą urszulanką. Odbyłam rozmowę z siostrą, wróciłam na rok do domu, aby zdać maturę, a poźniej wróciłam do klasztoru”.
Bardzo chciałam wyjechać na misje
S. Wioletta Ostrowska jest w zgromadzeniu prawie 25 lat. „Bardzo kocham moje powołanie. Najbardziej oczywiście kocham Jezusa, dla którego tutaj przyszłam i z miłości, do którego tutaj jestem i z radością chcę iść tam wszędzie, gdzie mnie poprowadzi. Bardzo chciałam wyjechać na misje. Kiedy byłam w liceum, w moim sercu było ogromne pragnienie ewangelizacji, niesienia orędzia tym wszystkim, którzy nie poznali Jezusa wcześniej. Ja chciałam zapalać mnóstwo ludzi do tego, żeby oni pokochali Jezusa, mówić że to jest tak ważna Osoba, żeby do nich mógł przemówić i żeby doświadczyli tej wielkiej miłości, którą On ukochał każdego z nas. Ja to bardzo się wzruszam, kiedy przeżywam, że On z miłości, kiedy nawet ja jedna byłabym na świecie, nie zawahałby się w posłuszeństwie swojemu Ojcu powiedzieć: «Tak», by umrzeć na krzyżu i dokonać zbawienia właśnie z miłości do mnie. I ja też zapalona tym, że doświadczałam Jego wielkiej miłości i wielkiej miłości też Jego Matki, Maryi, dostawałam zawsze siłę, że mimo iż nie chciałam być już siostrą zakonną, bo to też było trudne wszystko zostawić i już nie wrócić; swoich rodziców i rodzeństwo, z którymi byłam bardzo związana, odczytałam zawołanie Jezusa: «Pójdź za Mną». To było dużo większe i cieszę się bardzo z tej perspektywy dzisiaj, że odważyłam się i że to zwycieżyło we mnie. Że nie zagłuszyłam tego Bożego głosu, bo też tak wielokrotnie, kiedy byłam nastolatką próbowałam; chciałam założyć rodzinę, chciałam też mieć dużo dzieci, a jednocześnie ten głos tak delikatny Jezusa, pociągał mnie. Nie miałam pokoju w tym czasie, gdy tak jakby próbowałam odejść od Niego. Ale ta bliskość Jego i Jego Matki dała mi odwagę, by powiedzieć: «Tak», by zgłosić się do zgromadzenia i by teraz z radością służyć na różnych odcinkach ewangelizacji. Bo Jezus też ma takie duże poczucie humoru – chciałam być na misjach, nigdy nie wyjechałam do tej pory, a mimo wszystko daje mi takie szczęście, którego ten świat na pewno by mi nie dał – jak zapisane jest w Ewangelii”.
Będę siostrą zakonną
S. Judyta Zając jest siostrą loretanką od ponad 20 lat. Zapragnęła być siostrą zakonną już w dzieciństwie po tym, jak spotkała siostry Opatrzności Bożej, które śpiewały gościnnie w jej kościele. Zapisała w pamiętniku: „Będę siostrą zakonną”. „Nie jest proste, aby pokazując od kuluarów, zachęcić do życia zakonnego. To nie jest tylko modlitwa. Jeśli ktoś nastawiałby się tylko na to, to rozczarowałby się. Mamy szereg różnych zajęć, które trzeba podejmować od samego rana. Są to różne obowiązki – od domowych, opieki nad dziećmi przedszkolnymi, po ciężką pracę w wydawnictwie i drukarni. Są to obowiązki takie jak podejmują osoby w świecie, ale z tego powodu, że podchodzimy do nich wszystkich z wiarą i świadomością, że czynimy to łączności z Panem Jezusem – dla Niego, nabierają one innych barw w naszych oczach i mam nadzieję w oczach innych osób. Całą siłę do ich wykonywania czerpiemy z sakramentów świętych i z naszej konsekracji zakonnej. Wydaje mi się, że powołanie powinno wynikać z mojego wewnętrznego, głębokiego przekonania, że mnie Pan Jezus na tej drodze chce. Nawet jakby się ktoś zachwycił charyzmatem, strojem, np. jedną siostrą, która jest komuś bliska, będzie to działało na jedynie krótką metę. Trzeba mieć naprawdę głębokie przekonanie, że jest to moja droga, na której mnie Pan Jezus chce. Pan Jezus daje też wiele znaków, które to potwiedzają – zarówno przed wstąpieniem do zakonu, jak i po. Jest też krąg ludzi, którzy pomagają w rozeznaniu, czy jest to autentycznie moja droga, jest to wielką łaską. Kwestia tylko jest taka, żeby nie zagłuszyć w sobie tej łaski, bo świat będzie się starał to bardzo sprytnie czynić. Potrzeba jeszcze osobistej modlitwy – pytania i prośby, aby Pan Jezus dał światło. Prawdziwy sens naszego życia zakonnego to jest osobowa relacja z Jezusem Chrystusem, troska o tę relację. Nadaje nam to światło, sens i motywację do tego wszystkiego, co wykonujemy w naszym życiu. Bez tego nie ma szczęścia nie tylko siostra zakonna, ale nie ma też szczęścia osoba żyjąca w świecie. Osoba, która nie zna Chrystusa i nie ma z Nim relacji też do końca szczęścia nie znajdzie, bo nic nas w życiu nie wypełni, jak tylko Osoba Jezusa Chrystusa, jak sam Bóg. Do takiej pełni zjednoczenia zmierzamy wszyscy razem. My w środowisku zakonnym zajmujemy się tylko samym sednem. Nie skupiamy się na stroju, na naszej urodzie, ale przede wszystkim na tym, aby oddawać każdą chwilą naszego życia Jemu chwałę, aby być z Nim jedno i tym samym świadczyć o Nim wobec innych, z którymi się spotykamy. To jest nasze apostolstwo i smak naszego życia. Amen”.
***
Modlitwa o powołania
Zbawicielu, oczekiwanie ludu wybranego w czasie jego utrapień, wejrzyj miłosiernie z nieba i nawiedz swoją winnicę.
Ożyw jej źródła, pomnażaj owoce, utwierdzaj to, co zaszczepiła Twoja ręka, żniwo bowiem wielkie, a robotników mało. Błagamy cię przeto, panie, jako Pana żniwa, abyś raczył przysłać robotników na Twoje żniwo.
Pomnóż ich liczbę, uzupełnij naszą radość przez rozszerzenie i odnowienie naszej wspólnoty loretańskiej. To Twój dom i Twoja własność, Boże. Błagamy Cię, niechaj w niej nie będzie kamyka, którego by nie położyła Twoja najświętsza ręka. A tych, O Boże, których w imię Twoje powołałeś, zachowaj, uświęć i utwierdź w prawdzie. Amen.



