Miasto opustoszało. Cała inteligencja umknęła i pozostawiła ludność biedną i szpital miejscowy zupełnie bez pomocy. Uciekinierzy! Ale pozostał Komitet Obywatelski w osobie Siostry Szarytki. Jedna Siostra Miłosierdzia wystarczyła za wszystkich. Taką siłę dało jej powołanie zakonne. Objęła opiekę nad całą ludnością miasta chorą i biedną. (…) Tam, gdzie Szarytka zawiązała Komitet Obywatelski i w jednej osobie go ukonstytuowała, nikt nie narzeka na brak opieki i pomocy, każdy też pod wpływem religijnym rozumie grozę chwili i w niczym spokoju nie zakłóca, najważniejszego dziś warunku współżycia obywatelskiego. (ks. I Kłopotowski, P-K, nr 253, 1914, 1).
Arcybiskup Aleksander Kakowski trzy miesiące po wybuchu wojny, dnia 19 września 1914 roku mianował ks. Ignacego Kłopotowskiego rektorem kościoła św. Jacka w Warszawie przy ul. Freta 10. Warszawa wówczas jeszcze nie była objęta walkami, ale odczuwała już skutki wojny. Główną troską Rektora były problemy ubogich. Miał na swoim terenie sierocińce i ofiarnie pracujące przy ubogich siostry szarytki. Pisał o tym w swoim jednokartkowym „Polaku-Katoliku”, a robiąc dyskretną aluzję do okoliczności, w jakich znalazła się Warszawa, gdy inteligencja masowo ją opuszczała, wyrażał się z największym uznaniem o powołaniu zakonnym.
Wybuch wojny postawił zakłady dobroczynne w trudnej sytuacji. Bł. ks. Ignacy Kłopotowski, przedstawiając czytelnikom wszystkie potrzeby, apelował o miłosierdzie chrześcijańskie, aby kto tylko może, składał ofiarę na utrzymanie sierot. Sprzymierzone wojska niemiecko-austriackie jeszcze nie zajęły Warszawy, więc z nowym rokiem 1915 udało się ks. Ignacemu powiększyć objętość „Polaka-Katolika” o drugą kartkę. Wyznaje tam głęboką wiarę w Opatrzność Bożą: Bóg dotąd pomagał, Bóg dalej pomoże. I rzeczywiście, Bóg pomagał w tych bardzo trudnych wojennych czasach. Ludzie także doceniali jego wysiłek.
W związku z ogłoszeniem przez niemieckiego okupanta rekwizycji metalowych przedmiotów, zachowało się wspomnienie o Rektorze kościoła św. Jacka, który w 1915 roku został pobity przez żołnierzy, ale nie oddał okupantowi dzwonów, jako własności kościelnej.
Warunki wojenne zwiększyły liczbę chorych, głodnych, żebraków. W 1916 roku nawiedziła Warszawę zaraza tyfusu plamistego i związane z tym problemy opieki nad chorymi. „Polak-Katolik” był jakby barometrem wskazującym ciśnienie spraw leżących bł. ks. Ignacemu na sercu. Ucichły wszystkie polemiki dziennikarskie, a wypłynęły na plan pierwszy sprawy ludzi potrzebujących pomocy. 23 stycznia 1916 roku informował o otwarciu w Warszawie nowego szpitala dla nieuleczalnie chorych. Opisywał też warunki innych szpitali warszawskich, które mają ten jeden mankament, że dostanie się do nich jest niemożliwe. Ks. Kłopotowski widział potrzebę założenia nowych zakładów dobroczynnych i różnych bractw miłosierdzia, które zajęłyby się problemem nędzy. Korespondował w tej sprawie z matką Karłowską i z księdzem Markiewiczem. Proponował, aby zakłady te tworzyć na wsi. 30 stycznia 1916 roku napisał: Niejednokrotnie wskazywaliśmy na potrzebę zakładów dobroczynnych na wsi. Tym bardziej obecnie wskutek ubóstwa wywołanego wojną ta potrzeba zwiększyła się i tworzenie urządzeń dobroczynnych stało się wprost nieodzowne.
Bł. ks. Ignacy zajmował się też żebrakami ulicznymi, wykorzystując swoje wieloletnie doświadczenie z Lublina. Piętnował wyzyskiwanie dzieci do żebraniny. Z powodu zamknięcia czy zniszczenia warsztatów i utraty pracy całe masy ubogiej ludności Warszawy uchodziły za granicę. Dla innych zaczęto organizować zakłady, ale i one nie mogły wszystkich pomieścić. Zorganizowano tanie odżywianie, w różnych punktach miasta otwarto bezpłatne kuchnie. Ponieważ otwarcie osobnych kuchni dla Żydów było niemożliwe, postanowiono dawać im wsparcie w surowych produktach. Ks. Kłopotowski w tej sytuacji miał staranie o głodujących Żydów, nie tylko w swoich stołówkach, ale ogłaszał w gazecie, aby gmina żydowska zebrała informacje statystyczne i podała do rady okręgowej każdego przedmieścia ilość bezrobotnych Żydów.
Pomimo czasu wojennego arcybiskup Aleksander Kakowski wizytował regularnie parafie warszawskie. 12 marca 1916 roku odbywał ją u ks. Ignacego Kłopotowskiego przy kościele św. Jacka w Warszawie. Na terenie objętym troską Rektora znajdowało się i pracowało Towarzystwo św. Wincentego a Paulo. Arcybiskup przekazał na ręce prezesa Towarzystwa 5000 rubli dla rozdania 400 rodzinom ubogim według potrzeby. Arcybiskup Kakowski wizytował sierocińce i zakłady prowadzone przez siostry szarytki, a 13 marca, na zakończenie wizytacji ks. Ignacy został powołany na honorowego członka Towarzystwa św. Wincentego a Paulo, w dowód zasług na polu charytatywnym.
Równocześnie z troską o ludzi głodnych fizycznie, ks. Kłopotowski myślał nieustannie, jak zaspokoić ich głód duchowy. Pod jego znacznym wpływem zawiązał się na nowo Oddział Stowarzyszenia im. Piotra Skargi pod nazwą „Dobra Książka”. Otworzył on w Warszawie przy ul. Pięknej 28 stałe wieczorne czytanie dzieł o treściach religijno-moralnych. Były dwa działy czytanek: misyjny i katechetyczny. Bł. ks. Ignacy Kłopotowski na wszystkie możliwe sposoby zachęcał warszawiaków do uczestnictwa w tych wieczorach, które były bezpłatne.
Po jakimś czasie Niemcy na nowo ogłosili przymusową rekwizycję wszelkich przedmiotów, nawet domowego użytku, które były z miedzi, mosiądzu, aluminium, cyny i niklu. Do kościoła św. Jacka wtargnęła grupa żołnierzy z drągami do wyważania drzwi w celu zrabowania piszczałek organowych. Ks. Ignacy Kłopotowski protestował, ale to nie odniosło skutku. Wówczas – jak napisał w sprawozdaniu do Kurii – udałem się przed Wielki Ołtarz, gdzie na modlitwie wobec Najświętszego Sakramentu przeklęczałem cały czas zdejmowania piszczałek.
Przez cały okres wojny bł. ks. Ignacy interesował się też ośrodkami dla biednych, które zainicjował w Lublinie, chociaż miały już one swoich nowych opiekunów. Udało mu się zdobyć środki na odbudowę zniszczonego Przytułku św. Antoniego w Lublinie. Dnia 18 marca 1918 roku powiadomił matkę Karłowską o swoich zabiegach i uzyskaniu pomocy: Cesarz Austriacki dał 500 koron, cesarzowa 1000 koron przytułkowi. Hr. Szeptycki jako generał gubernator na moją prośbę dał za kilkanaście koron drzewa na parkan. A Pan Bóg im daje Łaskę swoją.
s. M. Klara Bielecka CSL



