Skip to content Skip to footer

Śp. s. M. Ludwika Zofia Borczak

Śp. s. M. Ludwika Zofia Borczak

Siostra M. Ludwika Zofia Borczak urodziła się 13 maja 1930 r. w Czernicach Borowych, diecezji płockiej w wierzącej, wielodzietnej rodzinie rolniczej jako przedostatnie dziecko Józefa i Stefanii z domu Bonikowskich.

Przed wybuchem II wojny światowej rozpoczęła naukę w szkole powszechnej w Szli, dokąd przeprowadziła się jej rodzina. W 1946 roku ukończyła piątą klasę. Podczas okupacji pomagała rodzicom w gospodarstwie, dzieląc z nimi dole i niedolę tamtych trudnych czasów. Następnie wyjechała do brata na ziemie odzyskane, do Kruzy, gdzie w 1948 roku ukończyła szkołę powszechną (7 klas). Później znów przez jakiś czas pomagała rodzicom na roli, by w końcu zrealizować pragnienie, które nosiła w sercu: „zamknąć się w cichej celi klasztornej, poświęcić się Matce Bożej i być Jej wierną służebnicą”.

Do Zgromadzenia Sióstr Loretanek w Warszawie przy ul. J. Sierakowskiego 6 wstąpiła 28 kwietnia 1952 roku — po niemałych trudach i oporach ze strony rodziców oraz księdza proboszcza. 15 sierpnia tego samego roku rozpoczęła postulat, a 1 lutego 1953 roku została przyjęta do nowicjatu. Od tego dnia towarzyszyło jej przesłanie z dnia obłóczyn: „Być kropelką w kielichu Jezusa”.

Pierwszą profesję zakonną złożyła 2 lutego 1954 roku w Warszawie na ręce przełożonej generalnej, matki Izabeli Maciołek. Śluby wieczyste złożyła 2 lutego 1960 roku również w Warszawie, na ręce przełożonej generalnej, matki Cherubiny Zagajewskiej. Po latach, w swoim życiorysie z 1967 roku, wspominała: „Dzień wieczystych zaślubin wycisnął na mej duszy niezatarte znamię, był to drugi chrzest. Myśl, że na wieki jestem już Jezusowa, napełniała mnie takim bezmiarem szczęścia i wdzięczności, że pragnęłabym cała przemienić się w nieustanną nutę dziękczynienia za otrzymane łaski, których wcale nie czułam się godną, a pod których ciężarem uginałam się, nie mogąc ich pomieścić”.

Siostra Ludwika po nowicjacie od 1954 roku przez cztery lata pracowała w gospodarstwie oraz przy pracach domowym w Loretto i w Warszawie. W tym czasie uczęszczała także na roczny kurs gospodarczy w Warszawie, który ukończyła w 1958 roku. Następnie prawie całe swoje życie zakonne posługiwała w kuchni, posługując w różnych placówkach Zgromadzenia. Od 1958 roku przez rok pracowała w kuchni w Loretto, następnie od 1960 roku przez dwa lata na warszawskim Bródnie. W 1962 roku rozpoczęła pracę w domu generalnym w zakładzie. Od 1970 roku znów posługiwała w Loretto, a od 1972 roku w Mińsku Mazowieckim na plebanii. W 1973 roku, po przebytej chorobie, wróciła do pracy w kuchni w Mińsku Mazowieckim, podejmując obowiązki jako pomoc.

Od 1987 roku pracowała w kuchni w Loretto, od 1989 roku w Mińsku Mazowieckim, a od 1996 roku w Rembertowie. W 1999 roku wyjechała do Lublina, gdzie również pełniła posługę w domu i w kuchni. Ostatnie lata, od 2001 roku, spędziła w Warszawie na Bródnie, pomagając w kuchni aż do czasu, gdy choroba uniemożliwiła jej dalszą pracę. Dokąd tylko mogła, siostra Ludwika podejmowała dyżury na bródnowskiej furcie, godnie reprezentując dom i Zgromadzenie. Z życzliwością i otwartym sercem przyjmowała wszystkich przybywających do klasztoru. Szczególną troską otaczała ubogich – dbała, aby nikt, kto zapukał do drzwi, nie odszedł bez posiłku. Wiernie realizowała słowa bł. ks. Ignacego Kłopotowskiego, Ojca Założyciela: „Od naszego domu niech nikt nie odejdzie głodny – wszystko jedno, jaki ten człowiek jest”. Odznaczała się duchem skupienia i pokory, nie zwracając na siebie uwagi. Jednak gdy się do niej podeszło lub o coś zapytało, na jej twarzy natychmiast pojawiał się serdeczny uśmiech, a wraz z nim życzliwa odpowiedź.

Siostra Ludwika w dzieciństwie często uczestniczyła w uroczystościach odpustowych w Rostkowie, miejscu narodzin i życia św. Stanisława Kostki, któremu zawdzięczała swoje powołanie zakonne.

Ceniła sobie także duchowość św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Od niej nauczyła się wiele — m.in. już bardzo wcześnie zaczęła modlić się o święte powołania, nie zdając sobie wówczas nawet sprawy, że modli się i wyprasza dla siebie łaskę powołania, jak sama napisała w życiorysie: „Z apostolskiej modlitwy o powołania, z którą przekraczałam próg klasztoru, krystalizuje się i dojrzewa coraz bardziej odnalezienie właściwej drogi powołania w życiu zakonnym — pisała w swoim życiorysie. — Drogi miłości ofiarnej, drogi Krzyża i ofiary pójścia śladami Jezusa wraz z Maryją i świętymi celem ratowania dusz i uświęcenia własnej duszy. (…) Wszystko, co przeżyłam, pobudza mnie do coraz większej gorliwości w pracy i modlitwie, zwłaszcza w dziękczynieniu, którego nigdy dosyć”.

Siostra Ludwika była osobą mężną i dzielną. Niekiedy sprawiała wrażenie surowej i szorstkiej, ale w głębi serca nosiła ogromną wrażliwość i delikatność. Potrafiła tym obdarzać otoczenie zarówno w czasach swojej sprawności, jak i podczas długiego pobytu w łóżku. Nie lubiła, gdy okazywano jej litość czy nadmierne współczucie.

Wymagała od siebie bardzo wiele. Prowadziła głęboką pracę wewnętrzną, stale podnosząc sobie poprzeczkę. Była wdzięczna za każdą posługę i nigdy nie narzekała, że coś ją boli. Tylko drobne grymasy, pojawiające się czasem na jej twarzy, zdradzały, że cierpi.

Była także osobą pogodną i radosną, mimo tak obciążającego krzyża choroby. W czasie większej sprawności — choć już w łóżku i bez nogi — potrafiła śmiać się figlarnie, gdy udało się jej coś symbolicznego „zmalować”. Miała swoją własną, ulubioną rymowankę modlitewną, którą powtarzała na okrągło, gdy jeszcze mogła mówić: „Jezu mój kochany, z tysiąca wybrany”.

Była osobą pełną miłości Boga i każdego człowieka, całkowicie oddana Maryi.

Siostra Ludwika z cichym poddaniem się woli Boga przez wiele lat „dźwigała” swój krzyż choroby i unieruchomienia w łóżku. Na ile pozwalała jej świadomość, podejmowała modlitwę i żywo interesowała się życiem Zgromadzenia oraz poszczególnych sióstr. Nie skarżyła się — wszystko przyjmowała spokojnie i z pokorą.

Wielokrotnie jej stan zdrowia gwałtownie się pogarszał. Za każdym razem słabły jej siły, a kontakt z nią stawał się coraz trudniejszy. Jednak wszystko, co chciała przekazać, można było odczytać z wyrazu jej twarzy i spojrzenia.

Wymagała szczególnej troski i pielęgnacji. Ewangelizowała najbardziej poprzez swoje cierpienie, jednocząc się z Jezusem na krzyżu. Była cierpliwa, mężnie znosiła wszelkie zabiegi, starała się pomagać na tyle, na ile mogła. Cieszyła się z odwiedzin i telefonów od rodziny, które były dla niej źródłem radości i wsparcia.

Z wielkim oddaniem od 2015 roku Siostrą Ludwiką opiekowała się pani Bogusia — doświadczona pielęgniarka, którą wspierały siostry z domu na Bródnie. W maju 2015 roku, po powrocie ze szpitala po dwóch ciężkich operacjach — amputacji lewej nogi i resekcji żołądka — lekarze dawali Siostrze zaledwie dwa tygodnie życia. Okazało się jednak, że Pan Bóg miał wobec niej inne plany i podarował jej jeszcze dziesięć lat życia.

Pomimo ciężkiego stanu, Siostra nigdy nie narzekała — była pogodna, uśmiechnięta i potrafiła nawet żartować. Do jesieni 2023 roku, po wygojeniu odleżyn, nie wymagała specjalistycznego leczenia, a jedynie troskliwej pielęgnacji. Jej stan pogorszył się we wrześniu 2023 roku, gdy z powodu obustronnego zapalenia płuc trafiła do szpitala. Udało się jej wyjść z tego kryzysu. Niestety, tydzień po powrocie do domu, nieprzytomna trafiła ponownie do szpitala z powodu udaru mózgu. To był prawdziwy cud, że także z tego wyszła.

W styczniu tego roku Siostra przeszła grypę, która bardzo pogorszyła jej stan zdrowia. Był moment krytyczny, kiedy była nieprzytomna i otrzymała sakrament namaszczenia. Po raz kolejny odzyskała zdrowie, ale z poważnym uszczerbkiem – przestała samodzielnie jeść, wymagała coraz większej opieki.

14 czerwca stan Siostry znacznie się pogorszył – nie było z nią kontaktu. Po podaniu leków przeciwgorączkowych, 16 czerwca, Siostra się wybudziła, jednak słychać było zmiany w płucach. Rozpoczęła się kuracja wspomagająca oddychanie. Lekarz stwierdził zapalenie płuc i zlecił antybiotyk. Po początkowej, dość szybkiej poprawie, nastąpiło pogorszenie. Wezwane pogotowie udzieliło pomocy na miejscu, ale nie zdecydowano o przewiezieniu Siostry do szpitala, uznając, że nie miałaby tam takiej opieki jak u nas. Niestety, zlecone leki i podawany tlen nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, dlatego 20 czerwca, z powodu silnej duszności, Siostra została przewieziona do szpitala. Tam siostry oraz pani Bogusia troskliwie zajmowały się Siostrą – każdego dnia były przy niej i robiły wszystko, co tylko mogły, by jej pomóc.

Odeszła do Pana cicho i niepostrzeżenie w wigilię uroczystości Najświętszego Serca Pana Jezusa, któremu była wierna przez całe swoje długie życie – 26 czerwca 2025 roku, o godzinie 9.15, w szpitalu na warszawskim Bródnie. Przeżyła 95 lat, w tym 73 lata w powołaniu zakonnym.

Mszy Świętej pogrzebowej odprawionej 28 czerwca 2025 r. w kościele w Loretto przewodniczył ks. Robert R. Szewczyk, proboszcz parafii Matki Bożej Różańcowej na warszawskim Bródnie, w asyście: o. Michała Ziółkowskiego, kamilianina, kapelana wspólnoty sióstr na Bródnie, który wygłosił homilię, i o. Jerzego Basaja, misjonarza, spowiednika sióstr.

Procesji na cmentarz własny w Loretto i pogrzebaniu ciała przewodniczył o. Michał Ziółkowski.

Niech Jezus Miłosierny przyjmie ją w ramiona swojej miłości i obdarzy wieczną szczęśliwością.

s. M. Ludwika Zofia Borczak
UDOSTĘPNIJ

Sign Up to Our Newsletter

Be the first to know the latest updates

[yikes-mailchimp form="1"]
X