Czy naprawdę czuję, że Pan Jezus jest moim pasterzem? Czy proszę, aby mnie prowadził? Tak. Pragnę, aby zanurzał mnie w swojej Najdroższej Krwi i ukrywał w swych ranach każdego dnia. Potrzebuję Jego ochrony, będąc w świecie i proszę, by także błogosławił moją głowę, usta i serce, uwalniał od zła. Wiem, że bez Jezusa zupełnie sobie nie poradzę. Pamiętam, jak podczas przygotowania do przyjęcia Pierwszej Komunii Świętej kapłan i siostra katechetka tłumaczyli nam – uczniom, czym jest spotkanie z Jezusem. Dziś wiem, że każda Eucharystia jest skarbem, momentem, gdy my jako wierni uświadamiamy sobie, że jesteśmy owczarnią, wielkim wieczernikiem Pana. Że w tym momencie Jezus dotyka nas, sprawia, że Jego Krew płynie w naszych żyłach.
Na okoliczność Pierwszej Komunii dostałam niespodziewanie piękną sukienkę z koronki, którą ktoś ofiarował naszej rodzinie. Czułam się przez to trochę wyróżniona, ale też po ludzku przeżywałam „jak to będzie”. Myślę, że zazwyczaj przez całe życie uczymy się na własnych doświadczeniach, jakim skarbem jest Jezus i Jego bezgraniczna łaska. Sama doświadczyłam różnych trudnych, a także niebezpiecznych sytuacji, z których wyszłam ocalona. Ale czy zdawałam sobie sprawę z tego, że czuwał nade mną mój Pasterz? Niejednokrotnie nie. A teraz wiem, że On nawet doprowadza mnie do domu na czas, bo wie, że nie lubię wracać nocą do domu. Po pielgrzymce do Medjugorie udało mi się dotrzeć o równej 22.00, a po tym, jak po uszkodzeniu koła w samochodzie mnie i moje koleżanki musiała holować laweta, okazało się, że serwis wulkanizacyjny był po drodze do mojego domu, więc także dotarłam na 22.00!
„Strumienie życia płyną z Mego Serca, kto jest spragniony, niech przyjdzie i pije”. Wiem, że Jezus zawsze czeka na mnie i że trudności, które przy okazji mi się przydarzają, mają jednoczyć mnie z Panem, cichym i pokornym, mam uciekać się do Jego Serca, odwracać od siebie i nie skupiać na cierpieniu, ale na krzyżu. Prosić o pokorę serca. Serce naszego Pasterza jest większe niż cały ten świat i Ono pragnie, abyśmy Go również pocieszali i towarzyszyli Mu. W świecie, w którym pełno jest cierpienia, niesprawiedliwości i nieprawości, nie możemy zapominać, że Jezus umarł na krzyżu po to, abyśmy my byli szczęśliwi. W Wielką Niedzielę śpiewaliśmy z tęsknotą: „Odszedł Pasterz nasz, co ukochał lud. O Jezu, dzięki Ci za Twej męki trud”. Nie rezygnujmy z tej wzajemnej miłości. Jezus będzie czuwał nad każdym naszym krokiem i nie pozwoli, by nasze stopy zranił choćby mały kamyk pochodzący z ciemności tego świata.
Ewa Tylus



