„Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony”. (J 3,17)
Człowiek potrzebuje silniejszego lekarstwa na ciężkie choroby: wzajemne zabójstwa, cudzołóstwa, krzywoprzysięstwa, grzechy przeciw naturze i – co jest ostatnią i pierwszą z nieprawości – bałwochwalstwa, to jest przeniesienia czci ze Stwórcy na stworzenie. Nieprawości te wymagały większej pomocy i otrzymały ją. Było nią samo Słowo Boże, przedwieczne, niewidzialne, nieuchwytne, bezcielesne. Ono idzie dalej, do własnego obrazu, przyjmuje ciało z powodu ciała grzesznego, dla mojej duszy łączy się z myślącą duszą, aby podobnym oczyścić podobne i staje się człowiekiem. Co za przedziwne połączenie! Ten, który Jest, zaczyna istnieć. Stwórca staje się stworzony. Wzbogacający drugich staje się żebrakiem, gdyż bierze na siebie żebractwo mego ciała, abym się wzbogacił Jego boskością. Ten, który ma pełnię wszystkiego, zostaje ogołocony, gdyż na krótki czas pozbywa się swej chwały, abym ja miał udział w Jego pełności. Co za bogactwo dobroci! Co za misterium mnie dotyczące! Na początku otrzymałem uczestnictwo w obrazie Bożym i nie ustrzegłem go. On jednak przyjmuje uczestnictwo w moim ciele, aby obraz ocalić, i duszę nieśmiertelną zbawić.
św. Grzegorz z Nazjanzu (+390)
źródło: opr. Ks. Marek Starowieyski „Karmię was tym, czym sam żyję” Ojcowie żywi V, str. 267, 2000.



