Siostra M. Melania Zofia Kazimiera Masiukiewicz urodziła się 17 lutego 1945 r. we Włodawie w głęboko wierzącej, pracowitej i przykładnej rodzinie wielodzietnej jako drugie dziecko Jana i Rozalii z domu Bilicz. Jej rodzice odznaczali się nabożeństwem do Matki Bożej Kodeńskiej. Niejednokrotnie pielgrzymowali do Niej pieszo, dając swoim dzieciom przykład, jak żyć dla Boga, Kościoła i Ojczyzny. Zosia jako 9-letnie dziecko w 1953 r. po raz pierwszy wraz z rodzicami wyruszyła w pieszą pielgrzymkę do Kodnia. Tam modliła się z dziecięcą prostotą: „Matko Boża, chcę być Twoja”.
Po ukończeniu ósmej klasy szkoły podstawowej we Włodawie, mając 15 lat, 22 lipca 1960 r. wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Loretanek w Warszawie przy ul. J. Sierakowskiego 6. Kontynuowała naukę w klasie dziewiątej Szkoły Ogólnokształcącej u Sióstr Świętej Rodziny z Nazaretu przy ul. Czerniakowskiej w Warszawie. 2 lutego 1962 r. rozpoczęła postulat, a 14 sierpnia tego samego roku została przyjęta do nowicjatu. Towarzyszyła jej wówczas myśl: „Gotowa jestem na pracę ciężką, na życie ukryte wiernej służebnicy Pana”. Siostry z sympatią nazywały ją „Pieterkiem”. Pierwszą profesję zakonną złożyła 15 sierpnia 1964 r. w Loretto na ręce przełożonej generalnej, matki Katarzyny Białobrzeskiej, a śluby wieczyste — również w Loretto — 15 sierpnia 1970 r. na ręce matki Cherubiny Zagajewskiej.
W Zgromadzeniu s. Melania kontynuowała naukę — od 1967 r. uczęszczała do liceum ogólnokształcącego dla pracujących w Mińsku Mazowieckim, które skończyła 10 czerwca 1969 r., uzyskując świadectwo dojrzałości. Ukończyła także kurs liturgiczno-plastyczny, kurs referentów ochrony przeciwpożarowej, kurs języka niemieckiego oraz studium katechetyczne archidiecezji warszawskiej. W 1986 r. uzyskała również tytuł wykwalifikowanego introligatora przemysłowego.
Po pierwszej profesji s. Melania w latach 1965–1983 pracowała przy falcerce w drukarni w Warszawie, z półroczną przerwą w 1975 r., kiedy została skierowana do pomocy przy różnych pracach w domu w Krynicy. W latach 1983–1986 pełniła funkcję przełożonej domu przy parafii Narodzenia NMP w Mińsku Mazowieckim, pracując przez rok jako zakrystianka, a kolejne dwa lata jako katechetka. Następnie od 1986 r. posługiwała jako zakrystianka na warszawskim Bródnie, a od 1994 r. przez rok pełniła tę samą funkcję w domu generalnym w Warszawie. Od 1995 r. pracowała w drukarni w Rembertowie, zajmując się kolportażem. Ostatnie lata życia, od 1997 r., spędziła w Mińsku Mazowieckim — najpierw przez 10 lat prowadząc sklepik z książkami i dewocjonaliami przy tutejszym kościele i podejmując różne prace w klasztorze, następnie przez trzy lata (od 2007 r.) pełniła posługę zakrystianki parafialnej, a od 2010 r. służyła jako zakrystianka i furtianka we wspólnocie sióstr w klasztorze w Mińsku Mazowieckim.
W prośbie o dopuszczenie do pierwszej profesji z 1964 r. napisała: „Swoje życie chcę poświęcić tylko i wyłącznie samemu Bogu”. W prośbie zaś o złożenie profesji wieczystej w Zgromadzeniu zawarła słowa, które są pięknym świadectwem jej wiary: „Chcę oddać się Panu na całopalną ofiarę, nie zostawiając nic dla siebie. W ciągu 10 lat, jakie przeżyłam w Zgromadzeniu od chwili wstąpienia, zaznajamiałam się z jego życiem i duchem. Dlatego też mogłam się niejednokrotnie przekonać, że życie zakonne wymaga wielu ofiar i zaparcia się siebie nawet do heroizmu. Jednak życie to bardzo pokochałam i chcę, wypełniając jak najwierniej złożone Bogu śluby, z każdym dniem coraz pełniej opowiadać się za Chrystusem, tym bardziej że Kościół, a poprzez Kościół Jezus Chrystus, potrzebuje nas do budowy swojego Królestwa na ziemi. Jestem ogromnie wdzięczna dobremu Bogu za powołanie, za które nieustannie dziękuję, a z drugiej strony proszę Go o wytrwanie w powołaniu do końca mego życia”.
S. Melania była osobą niezwykle pracowitą, dyskretną i zawsze głęboko zaangażowaną w sprawy Zgromadzenia. Aż 25 razy uczestniczyła w warszawskiej pieszej pielgrzymce na Jasną Górę, najczęściej posługując w pomocy medycznej. Gdy zdrowie już na to nie pozwalało, do końca życia pielgrzymowała duchowo, otaczając modlitwą wszystkich pątników. Troską i pamięcią obejmowała także siostry, czego wyrazem były życzenia, które składała im na antenie Radia Maryja, dzwoniąc tam naprawdę często. Jej życie, całkowicie oddane Bogu przez Maryję, było przeplatane radością i cierpieniem. Nawet gdy mówiła o swoich chorobach, zawsze zwyciężała w niej ufność, że wszystko ma sens, bo należy do Tego, któremu powierzyła swoje życie. Pomimo bólu promieniowała autentycznym szczęściem — szczęściem, które potrafiło zatrzymać się przy cierpieniu i potrzebach drugiego człowieka.
Jej życie było głęboko zanurzone w modlitwie. Dlatego tak wiele osób szukało z nią kontaktu, powierzając jej swoje radości, troski i plany, prosząc o pamięć w modlitwie. Jej codzienność była prawdziwą służbą Bogu i ludziom. Pełniąc dyżury na furcie, gdy tylko pozwalała pogoda, drzwi były otwarte na oścież — jak jej serce, zawsze gotowe przyjąć każdego, kto szukał Boga, pomocy czy po prostu ludzkiej obecności. Zawsze też miała przy sobie jakieś drobne zajęcie, by dobrze wykorzystać czas. Ręce miała przy pracy, a serce przy Bogu — jak uczył bł. ks. Ignacy Kłopotowski. Potrafiła naprawić lampkę czy usunąć drobną usterkę. Siostry wspominają, jak sprzątając kaplicę, w jednej ręce trzymała miotłę albo ścierkę, a w drugiej różaniec. Kochała apostolstwo słowa drukowanego. Cieszyła się z każdej książki, którą siostry wydały, a zapach świeżo wydrukowanych publikacji był dla niej prawdziwą radością. Z oddaniem pracowała w introligatorni, wkładając serce w to, by służyć diecezjom i całemu Kościołowi.
Dobrze rozumiała słowa bł. Ignacego Kłopotowskiego: „Różaniec to nasza broń i nasza siła”. Duchowością maryjną żyła na co dzień i starała się ją przekazywać wszystkim, których Pan Bóg stawiał na jej drodze. Własnoręcznie wykonała niezliczoną ilość różańców — mocnych, solidnych, które trafiały do kapłanów i wiernych. Niejeden z uśmiechem mówił, że „na różańcu zrobionym przez s. Melanię można odholować samochód — i się nie zerwie”. Bóg hojnie obdarzył ją wieloma talentami, którymi na co dzień służyła innym — nie tylko technicznymi, ale i artystycznymi. Pisała wiersze, układała kompozycje kwiatowe, tworzyła piękne ołtarze na Boże Ciało, często wspólnie ze strażakami. Wycinała i malowała okazałe dekoracje ze styropianu, a jej niezwykła cierpliwość sprawiała, że potrafiła naprawić nawet najbardziej rozbite figurki — takie, które wydawały się nie do uratowania. W jej rękach odzyskiwały dawny blask — jak nowe. I w tym również wiernie realizowała słowa Ojca Założyciela: „Pracować, ale nie byle jak, nie dla odczepnego, nie dla oka. Nie można lekceważyć pracy. Każda praca wykonana przez siostry ma być wykonana jak najlepiej”.
Zapamiętamy ją także jako osobę trwającą z miłością przed Najświętszym Sakramentem — zatopioną w modlitwie, w cichej obecności Boga. Jedna z sióstr pielęgniarek wspomina, jak s. Melania, mimo podeszłego wieku, pomagała jej wieczorami przy chorych siostrach, a później jeszcze długo modliła się samotnie w kaplicy, tylko w obecności Eucharystycznego Jezusa.
Z biegiem lat zdrowie s. Melanii coraz bardziej się pogarszało. W 2023 r. przestała chodzić, z pokorą i wdzięcznością przyjmując każdą pomoc. Miała świadomość swej misji cierpienia i ofiarowywania go za liczne osoby, które codziennie imiennie zawierzała w osobistej modlitwie. Na ostatnim etapie ziemskiej pielgrzymki towarzyszyły jej siostry, czuwając przy niej nieustannie dniem i nocą.
Zaopatrzona świętymi sakramentami, otoczona modlitwą sióstr odeszła cicho i spokojnie do Pana 25 czerwca 2025 r. o godzinie 2.15 w nocy, w obecności s. Jozafaty, która towarzyszyła jej w ostatnim czasie choroby. Przeżyła 80 lat, z czego 64 lata w powołaniu zakonnym.
Mszy Świętej pogrzebowej odprawionej 27 czerwca 2025 r. w parafii Narodzenia NMP w Mińsku Mazowieckim przewodniczył ks. proboszcz tej parafii – prałat Jerzy Mackiewicz w asyście kilkunastu kapłanów. Procesji na cmentarz w Loretto i pogrzebaniu ciała przewodniczył ks. Dariusz Mikołajczyk, przełożony salezjanów m.in. posługujących w klasztorze sióstr w Mińsku Mazowieckim. On też wygłosił homilię podczas Eucharystii w Mińsku Mazowieckim.
Niech Jezus Miłosierny przyjmie ją w ramiona swojej miłości i obdarzy wieczną radością.



