Skip to content Skip to footer

Wdzięczny Bogu za dar kapłaństwa

Wdzięczny Bogu za dar kapłaństwa

5 lipca 1891 roku Ignacy Kłopotowski przyjął święcenia kapłańskie w katedrze lubelskiej z rak bp. Franciszka Jaczewskiego. Wiele lat później w jednym z artykułów zamieścił swoje wspomnienie i refleksje z tego dnia: Zostałem z łaski Bożej kapłanem. Cóż teraz będziesz robił? – zapytał mój przyjaciel (…). Będę spowiadał, głosił kazania, zresztą, co mi władza każe. Tak spełnisz wówczas swój obowiązek. Ale czym się wywdzięczysz Panu Bogu za tę wyjątkową wielką godność kapłańską, do której przez święcenia wyniesiony zostałeś?!

Całe życie bł. ks. Ignacego Kłopotowskiego było wdzięcznością Bogu za ten szczególny dar, za powołanie kapłańskie. Jak sam powiedział, nie potrafił dać od razu odpowiedzi koledze, ale to pytanie nurtowało go przez całe życie i inspirowało do nowych aktów wdzięczności i miłości wobec Boga. W napisanej przez niego refleksji czytamy: Człowiek nie potrafi wynaleźć dzieła, które by choć w części wyraziło jego miłość i wdzięczność za wszystko, co dlań Bóg uczynił. Kto jednak błaga Boga: «Panie, co chcesz, abym czynił?», Bóg sam okaże mu swoją wolę, i to w sposób najczęściej bardzo prosty, lecz stanowczy. Wtedy, jeśli człowiek ulegnie woli Najwyższego (…), wszystko widzi możliwym i łatwym do spełnienia.

Zachwyt kapłaństwem

Bł. ks. Ignacy wspomina, że od dziecka lubił słuchać opowiadań swego ojca o historiach z życia kapłanów. Wiele razy przynaglał ojca do powtarzania niektórych opowiadań. W dzieciństwie, będąc z rodzicami w kościele, zwracał uwagę na każdy gest czyniony przez księdza. Zanotował takie wspomnienie: Zabrała mnie matka moja do kościoła i po raz pierwszy zobaczyłem księdza proboszcza idącego z dużym (jak wówczas używali kapłani) Brewiarzem pozakładanym różnokolorowymi wstążkami. Bodaj czy nie wtedy już błysnęła mi myśl, abym sam został kapłanem. (…) Po wstąpieniu do seminarium bardzo pragnąłem dostać zaraz Brewiarz. Lubię Brewiarz. Brewiarz jako podstawowa książka modlitwy służyła ks. Ignacemu każdego dnia. Starał się zgłębiać treść Psalmów, aby wielbić Boga i wchodzić z Nim w coraz głębsze relacje, aby stawać się kapłanem według Serca Jezusa.

Gorliwie przygotowywał się do kapłaństwa poprzez cztery lata nauki w Seminarium Duchownym w Lublinie, a potem przez cztery lata studiów teologii w Petersburgu. W czasie studiów wyjechał w 1889 roku ze swoim wujkiem księdzem Franciszkiem Dobrowolskim do Szwajcarii do Lucerny, gdzie po raz pierwszy w życiu spotkał się z kardynałem. Spotkanie z kard. Ledóchowskim przeżył głęboko. Wracał do tego przeżycia i opisał je, bo było ono silniejsze niż zachwyt nad pięknem krajobrazów szwajcarskich. Kardynał wstał i rzekł z budującym namaszczeniem: udzielę teraz Ks. Diakonowi błogosławieństwa (…). Pokornie poprosiłem o fotografię (…). Polecił młodemu księdzu Szwajcarowi podać sobie atrament i wypisał mi na swej fotografii: In Te, Domine, speravi, non confundar in aeternum [Tobie, Panie, zaufałem, nie zawiodę się na wieki]. 31/8-1889 Lucerna M. Car. Ledóchowski. Jakież te święte słowa przydały mi się potem w życiu w rozmaitych trudnościach, których nie brakowało.

Chrystus wzorem kapłaństwa

Po przyjęciu święceń prezbiteratu ks. Kłopotowski zatroskany był o głoszenie Ewangelii, aby ludziom nieść słowo Boga, i o pomoc potrzebującym, aby służyć Chrystusowi w ludziach. Sam przede wszystkim kontemplował Ewangelię, aby jak najdokładniej upodabniać się do Chrystusa, Najwyższego Kapłana. Potem w swoim miesięczniku „Głos Kapłański” napisał: Życie kapłana, na podobieństwo życia Boskiego Zbawiciela, jest życiem łączącym w sobie i pracę czynną, i kontemplację. (…) Przeto dla nauczania nas Pan Jezus dni całe spędzał na pracy, a noce na modlitwie. Życie kapłańskie powinno być zarazem i kontemplacyjne, i czynne; rozłączać tych dwu żywiołów nie można bez szkody i bez niebezpieczeństwa dla duszy.

Ks. Kłopotowski do końca swoich dni pozostał wierny tej zasadzie. Każdy dzień rozpoczynał modlitwą, rano o godz. 6.00 był przy ołtarzu lub w konfesjonale. Dnie wypełnione były wieloma czynnościami głoszenia Chrystusa słowem żywym, drukowanym, sprawowaniem sakramentów i posługą niesioną ubogim. Wieczory znów oddawał Bogu, często brał klucze od kościoła i szedł adorować Boga, który pozostał wśród nas w Najświętszym Sakramencie. Uczył się od Chrystusa pokory, rozumienia każdego człowieka i ofiarności. Mając na celu formację kapłanów, napisał: Posługiwanie pasterskie jest samo przez się szkołą doskonałości. Przede wszystkim dlatego, że życie w posługiwaniu pasterskim całe się zasadza na wyrzeczeniu się siebie samego. Pasterz ma tyle posług do spełnienia, ile ma dusz, którym z urzędu swego służyć powinien. (…) Słowem wszystkich powinien czujną pieczą otaczać. Żadnego nie godzi się zaniedbać, żadnego tym bardziej nie godzi się odepchnąć, ale wciąż trzeba czuwać, zawsze, w każdej porze i na wszelki sposób możliwy. Posługiwanie pasterskie jest najwyższą szkołą miłości; a miłość, jak jest doskonałością Boga, tak też stanowi doskonałość człowieka. (…) Od początku pasterskiego życia aż do końca, jedna jest, wciąż nagląca, pobudka, (…) a tą pobudką jest miłość.

Żarliwość w naśladowaniu Chrystusa

Wdzięczność za dar kapłaństwa przynaglała bł. ks. Ignacego do wpatrywania się w misję Chrystusa, jaką miał wobec Ojca, i w to, jaką cenę zapłacił za zbawienie człowieka. Adorował Chrystusa ukrzyżowanego i uczył się od Niego oddawania życia za ratowanie grzesznika. Swoje przemyślenia utrwalił na kartach „Głosu Kapłańskiego”, aby i innych kapłanów zachęcić do świętości: Jeśli weźmiemy pod uwagę, że zadanie kapłańskie tak blisko i tak żywo obchodzi Serce Mistrza, bo On wyłożył na nie bezcenny skarb swojej krwi, to czyż możemy nie rozumieć, nie widzieć, jakiej pracy olbrzymiej, jakich znojów i trudów domaga się od nas nasz zawód? Ach, (…) wystarczy okiem wierzącym spojrzeć na krzyż Zbawiciela wołający wymownie: przyjrzyjcie się, patrzcie, czy jest boleść podobna do tej, co Mnie przytłacza, wystarczy wsłuchać się (…) w to przedśmiertne Jego wołanie: pragnę, w którym grają wszystkie struny niepokoju i troski o owoce krwawej ofiary, a zrozumiemy jasno, jak pilnie mamy chodzić koło celów kapłaństwa, (…) jak dźwigać bez wytchnienia krzyż trudów − trudów ciężkich, znojnych, męczeńskich. (…) Potrzebna więc, Bracia, potrzebna jest praca w kapłaństwie. (…) Weź udział w trudach jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa!

Ks. Ignacy rozumiał i pisał, że praca kapłańska nie ogranicza się do sprawowania Eucharystii, udzielania ludziom sakramentów świętych, troski o to, aby nie dać umrzeć nikomu bez sakramentów świętych, ale że ksiądz powinien być słońcem ruchomym swojej parafii, słońcem, źródłem ciepła i życia. Słowa Chrystusa: wy jesteście solą dla ziemi – odnosił przede wszystkim do kapłanów. Stąd jego wypowiedź: Praca pasterza powinna sięgnąć dalej i głębiej, powinien on, jak sól zdrowa, rozpuścić się w znoju gorącym i wsiąknąć całkowicie w niwę swojej parafii, powinien ściśle przeniknąć wszystkie jej zakątki i atomy; powinien rozejść się, rozlać po wszystkich jej arteriach (…); powinien − jeśli wolno tak powiedzieć − stać się jej moralną przyprawą.

Powrót do początków

Doznając wiele niezrozumienia, cierpienia, jak i czując własny słabnący organizm, ks. Kłopotowski nieustannie szukał bodźców do nowej gorliwości. Wpatrywał się w Jezusa, ale też sięgał do młodzieńczych zachwytów i zapału. Takim entuzjazmem usiłował również rozpalać innych braci w kapłaństwie. Napisał: Przypomnij sobie swe lata młodzieńcze, gdy się w tobie przejawiały oznaki powołania. Może cię wówczas szczególniejszym urokiem pociągały ku sobie wielkie przywileje stanu kapłańskiego, jego władza niezrównana odpuszczenia grzechów, jego moc nad Ciałem Chrystusowym, które kapłan sprowadza na ołtarz i w swym ręku piastuje, jego ciągłe obcowanie ze Zbawicielem i udział w uroczystych kościelnych nabożeństwach? I słusznie. Jakżeby to wszystko nie miało pociągać ku służbie Bożej, nie dodawać chęci do poświęcenia się Bogu! Ale czy godzi się zapominać, że życie kapłańskie nie składa się z samych tylko radosnych i wzniosłych porywów. (…) Przez sakramentalne święcenia kapłańskie sam Bóg Najwyższy wycisnął na duszy kapłana swoje znamię, ozdobił go swoją pieczęcią, uczynił go swym apostołem − posłańcem i upoważnił do szafowania i udzielania ludziom swoich łask i darów. (…) Kapłan, sługa tej religii, musi iść na samym przedzie i powinien nieść sztandar w naśladowaniu dziewiczego swego Mistrza, w naśladowaniu niepodzielnym i niepołowicznym, lecz bohaterskim. W bohaterstwie ofiary i zaparcia się samego siebie − bo ofiara, zaparcie się samego siebie i umartwienie są u kapłana rzeczą najbardziej kapłańską.

Bł. ks. Ignacy często powtarzał, że Kościół bardzo potrzebuje kapłanów pełnych Ducha Świętego, gotowych do poświęcenia, zapalonych gorliwością. Ale pamiętajmy, iż narody mają zazwyczaj takich kapłanów, na jakich zasługują. Dobry kapłan to dar wielki dobroci Bożej. Ks. Kłopotowski pamiętał o tym i dlatego często prosił o modlitwę za kapłanów: Módl się za wszystkich kapłanów… Modlitwą okażesz swą wdzięczność za pracę, jaką ponosi kapłan dla ciebie.

 s. M. Klara Bielecka

UDOSTĘPNIJ

Sign Up to Our Newsletter

Be the first to know the latest updates

[yikes-mailchimp form="1"]
X