Skip to content Skip to footer

Jeśli ktoś nie wierzy w cuda, opowiem o swoim doświadczeniu Boga za wstawiennictwem bł. ks. Ignacego Kłopotowskiego – bo to był prawdziwy cud.

Wszystko zaczęło się, gdy w pewne wakacyjne, niedzielne popołudnie przyjechałam z mężem i naszą pierwszą córką do Loretto koło Wyszkowa. Tam dowiedziałam się, że w Warszawie na Bródnie funkcjonuje katolickie przedszkole sióstr loretanek, do którego potem córka zaczęła uczęszczać − w ten sposób rozpoczęła się nasza rodzinna „loretańska przygoda” i „znajomość” z księdzem Ignacym Kłopotowskim, założycielem zgromadzenia.

Życie płynęło zupełnie normalnie: praca, obowiązki zawodowe i te w domu, przedszkole…

Razem z mężem bardzo pragnęliśmy w tym wszystkim, aby powiększyła się nasza rodzina. No, ale (jak to w życiu) nie zawsze wszystko się udaje. Początkowo byliśmy spokojni i cierpliwi, jednak z czasem zaczął pojawiać się ogromny niepokój. Rozpoczęliśmy serię niekończących się badań lekarskich i − mówiąc w dużym skrócie − wynikało z nich, że nasze możliwości na poczęcie się drugiego dziecka są znikome, niemal żadne. Oczywiście w takim momencie lekarze proponują inne rozwiązania, ale my nie byliśmy nimi zainteresowani.

Rozpoczął się czas intensywnej modlitwy do Pana Boga, a ksiądz Ignacy stawał mi się w tym ciężkim położeniu wyjątkowo bliski. Dlaczego właśnie on? Nie wiem. Myślę, że była to jakaś szczególna łaska − znałam przecież wielu innych świętych, ale drogi prowadziły właśnie do niego.

Regularna modlitwa córki w przedszkolnej kaplicy o rodzeństwo i nasza z mężem podczas modlitewnych spotkań rodziców i dzieci, a także powroty do sanktuarium w Loretto zbudowały szczególną więź między nami a księdzem Ignacym. Czułam, że sprawa jest bardzo trudna, ale też, że nie jestem sama, że mam wielkiego orędownika w Niebie.

Kiedy po ludzku traciliśmy już nadzieję, miał miejsce coroczny wyjazd do Loretto (jeździliśmy tam z naszego przedszkola pod koniec roku całymi rodzinami). W czasie tego wyjazdu gorąco modliłam się za wstawiennictwem ks. Ignacego o cud poczęcia. Błagałam go, aby był moim szczególnym orędownikiem w tej sprawie. Podczas modlitwy przy grobie Księdza Kłopotowskiego, gdy patrzyłam na obraz, na którym − idąc przez las – odmawia różaniec, dostałam od niego takie słowo: potrzebuję wsparcia ze strony Matki Bożej.

Po zakończonej Mszy św. zostaliśmy sami z mężem w kościele; wtedy z zakrystii wyszła siostra loretanka i wywiązała się między nami krótka rozmowa − że modlimy się o cud poczęcia dziecka, że jest trudno… A siostra na to: trzeba odmówić Nowennę pompejańską − ksiądz Ignacy kochał różaniec, Matkę Bożą, trzeba się modlić. Byłam przerażona tym zadaniem, a jednocześnie zdziwiona, gdyż czułam, że ksiądz Ignacy posłużył się tą siostrą, aby coś mi powiedzieć. Mimo ogromnych obaw, czy podołam, podjęłam się tej modlitwy, trzymając jakby za rękę − z jednej strony ks. Kłopotowskiego i jego orędownictwo, a z drugiej Maryję.

W niedługim czasie okazało się, że jestem w ciąży! Tę ogromną radość ucięła jednak informacja, że jest to ciąża bardzo wysokiego ryzyka, a donoszenie jej będzie cudem. Zalecenie było jedno: muszę leżeć 9 miesięcy. Dla mnie, osoby czynnej, aktywnej zawodowo, było to coś niewyobrażalnego. Do tego doszła logistyka i przeorganizowanie funkcjonowania całej rodziny.

Rozpoczął się ponowny szturm do Nieba za wstawiennictwem ks. Ignacego, wsparty ogromną modlitwą sióstr loretanek. Jedna z sióstr, siostra Katarzyna, po uzyskaniu zgody Siostry Przełożonej, zaproponowała, że przyniesie do nas relikwie ks. Ignacego (były to relikwie pierwszego stopnia, fragment kości Błogosławionego).

To, jak zostały one omodlone w naszym domu, było dla mnie zaskoczeniem. Odwiedzali mnie ludzie, których spotykały w tym czasie przeróżne problemy i bardzo ciężkie sytuacje, m.in. choroba nowotworowa naszej przyjaciółki. Modliliśmy się za siebie nawzajem za wstawiennictwem ks. Ignacego i dokonywało się wiele cudownych rozwiązań trudnych spraw.

Jeśli chodzi o mnie i dziecko pod moim sercem, to do końca ciąży (zgodnie z przewidywaniami lekarzy) utrzymywał się stan bardzo wysokiego ryzyka, ale dzięki wsparciu błogosławionego ks. Ignacego czułam (w sposób dla mnie zupełnie niepojęty) ogromny pokój odnośnie tej sprawy. Aż 11 czerwca 2019 roku na świat przyszła nasza druga córka, Aleksandra Maria.

Chrzest odbył się 7 września w kaplicy prywatnej sióstr loretanek na warszawskim Bródnie, w rocznicę śmierci ks. Ignacego, w jego liturgiczne wspomnienie i przypadającą tego dnia pierwszą sobotę miesiąca − zbieżność tych dat na pewno nie jest przypadkowa. I mogę jeszcze dodać z uśmiechem, że Ola ma największą liczbę mam chrzestnych, bo w uroczystości brały udział nasze kochane siostry.

Oleńka jest cudowną, niemal już 6-letnią dziewczynką. Jest zdrowa, radosna i pięknie się rozwija. Jest cudem, żywym cudem!

Dziś pragnę publicznie podziękować Bogu, Matce Najświętszej i mojemu orędownikowi w Niebie − ks. Ignacemu za wysłuchane modlitwy. A siostrom loretankom z całego serca mówię: Dziękuję, że jesteście! Ksiądz Ignacy jest z Was bardzo dumny!

Ewa

UDOSTĘPNIJ

Sign Up to Our Newsletter

Be the first to know the latest updates

[yikes-mailchimp form="1"]
X